• Wpisów:189
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:16 dni temu
  • Licznik odwiedzin:15 280 / 3726 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dobra mina do złej gry.
 

 
Wciąż szukam sensu istnienia. Trafilam na fascynująca książkę Susan Forward "Toksyczni Rodzice" - uderzając bo wiele aspektów jest po prostu wyrwane z mojego życia. Rodzina, pustaka, brak pewności siebie, dda - dorosłym dzieckiem którym jestem. Wieczny szantaż emocjonalny w domu, próbuję z tym walczyć lecz wiem, że mi nie wychodzi. Bo jestem nagła, wybuchowa, krytycznie patrzę na siebie chodź wiele rzeczy powoli potrafię odstawić na boczny tor. Staram się często dziękować w myślach, nie myśleć na przyszłość - jeżeli moje myśli wybiegaja i sie klebia, dziękuję za pogodę i wgl mijają.
Czytając książkę, powoli dociera do mnie moje życie, dlaczego nadal popelniam błędy.
Jeszcze na dodatek moje dziecko które leczy się na ADHD, czasem mam tak ochotę rzucić wszystko zająć się tylko nim. Niestety moja mama pomaga mi bardzo dużo, nie mogę powiedzieć chodź wieczne słucham wyrzutów bo co to nie ona się opiekuje..
Nie powiem, że bez niej nie wiem jak bym sobie poradziła, lecz dzieciństwo z AA i nadal życie z nim pod jednym dachem to jest ciężka sprawa.

Ucze się żyć inaczej, ufać, rozmawiać, współczuć, uśmiechać się, lecz bardzo źle mi to wychodzi. Pracuje w sklepie i są osoby, z którymi norma ie rozmawiam lecz z innymi nie umiem rozmawiać.
 

 
Smutno mi, mam samopoczucie do bani. Myślę o moim maluszka, który również się męczy z tym wszystkim co go dotknęło. Smutno mi bo nie mam przyjaciół obok, gdyż nic nie potrzebują. Po za tym po cóż obarczac kogoś swoimi problemami skoro im idzie dobrze.. Smutno mi bo, nie mam brat niej duszy, kogoś kto po prostu będzie. Smutno mi, że nadal nie potrafię oddzielić gruba kreska przeszłości i zacząć budować teraźniejszość na nowo. Może moja matka nie była na tyle alkoholikiem jak toksyczny rodzicem - trudny charakter, ale co przeżywa dziecko skoro nadal jest uwięzione z czarnym pokoju. Myślę cały czas o przyszłości, jak by to zrobić aby się wyprowadzić, zacząć nowych rzeczy po za domem rodzinnym. Tutaj znowu gorka, bo powstrzymuje brak środków. Własna firma, taaa jak okradne bank
 

 
Cóż ja mam w tym życiu cały czas pod górkę, okazalo sie ze mój synek poszedł do szkoły. Nie umial się przystosować, plul, bił, gdyż, kopnął, mały furia. Okazało się że dostał silne leki na uspokojenie, które wspomagają w leczeniu ADHD. Jak chodziłam, mówiłam że coś jest z nim nie tak to kuzwa lekarze mi mówili, że jestem przewrazliwiona, i co jednak coś się działo. Mamy na przemian z moja matka chodzić z nim do szkoły i siedzieć bo on tego potrzebuje. Chodz mój syn działaj zachowywał się jak normalny dzieciaczki i cały dzień przesiedzialam przy kolorowankach - gdzie siedzenie na dupie to nie on. Niesamowite jeżeli mu te tabletki pomogą.
Jak się z tym czuję?, nie wiem. Źle bo sama sobie z nim nie radziłam, bylam tak często bezsilna że szok. Mam nadzieję, że teraz poczuje się lepiej a my odetchniemy pełna piersią.
Sytuacja w domu, masakra. Jest spokój, chodz już słyszę jak próbuję mnie wpedzic w poczucie winy. Czy y jestem silna?, staram sie chodz wieczne problemy zajadam. Kiedy widzę na wadze troszkę mniej to znów dopada mnie stres i dupa idzie powoli do góry.
W każdym razie już nie planuje w swoim życiu dzieci, może kiedyś ale jak na razie nie ma mowy. Jedno wystarczy, mężczyzna w pakiecie z dziećmi proszony
 

 
Znowu sobie nie radzę z tym kiepskim życiem. Co czuje? Bezradność, która prowadzi do frustracji i bez mocy. Coz tego, że chodzę do specjalisty skoro dalej istnieje w tym szambie z dawnych lat. Boli, cholernie boli jak obcy ludzie pytają się mnie co ja w tym wszystkim robię dla siebie?. Bez wahania odpowiadam, że nic. Synkowi ściągnęla bym gwiazdkę z nieba, ale coz jak na razie to on sprawia problemy. Kilka dni szkoły, a on od pedagoga nie wychodzi z sali, i nawet na dywaniku i dyrektora wylądował. Ech..

Mamy chore relacje z matka moja, mieszkamy razem a żyjemy jak pies z kotem. Myślałam, że uwolnilam się od przeszłości, niestety myliłem się. Mam w sobie ten żal, zadnej skruchy z jej strony, nic. Wszystko nadal jej się należy, dostaje 400 zł z urzędu i rządzi się, bo ona tyle pomaga. Ha tylko ona nic nie robi, a ja muszę śmigać do pracy, w ktorej nie da się leżeć. Relacja moja z nia, to słowa formalne bez żadnego okazywania uczuć, nie wiem co to znaczy mieć takie uczucie w stosunku do jej osoby. Ech..
Na tym też między innymi cierpi mój synek, gdzie on ma sie uczyć miłości, skoro nie ma jej w domu. Jedyne co mnie bardzo cieszy, że rysuje na obrazkach pełna rodzinę. Wiwm, że powinien mieć tatę, ale coz nie ma go bo go zostawił..
 

 
Jedna pomimo, że mnie tutaj długo nie było to i tak nic się nie zmieniło bo nadal czuje w sobie takie poczucie bwznadziejnosci.. Synek jest w szkole, ale co jest najgorsze, znow się opre tym samym nie są okazywanie uczucia w naszym domu i dziecko jest zamknięte w sobie. On nie powie co się działo i koniec, wszyscy bo Tomek jest ten zły, ale nikt nie dociekać prawdy dlaczego?, mam podobnie czuje się jakby znów życie dojeżdża lo mnie chodź gdzieś tam w oddali jest moja skromna wiara w to że Bóg nie pozwoli mnie skrzywdzić..
Oglądam sobie taki serialik romantyczny i czasem chciałabym się utożsamiać z tymi postaciami. Takie mądre słowa tam są powiedziane, a ja nawet nie umiem się cieszyć drobnymi rzeczami.. Wiec nie ma co się dziwić dziecku
 

 
Gdzie podziali się przyjaciele? - ilu ich było?.. Ufasz?! - nie żałuj bo nie ma kogo.. Potrzebujesz pomocy? Sorry, ale oni teraz są zajęci.. Odezwą się jak to oni będą ciebie potrzebować..

Ech.. Mam ich dwoje i co?, jednak czym jest przyjaźń bez dawania od siebie. Żadnych rozmów, żadnych chwil smutnych i radości. Z kim powinnam świętować swoje szczęście, rozterki w pracy. Cóż sama, zawsze sama ze swoimi problemami..
Dziecko mi dokucza, jak mam być spokojna jak mnie traktuje bardzo źle, nie mogę sobie poradzić pomimo postanowienia, że się zmienię. Jeszcze moja matka fiksuje, dzisiaj jej niestety musialam postawić ultimatum aby się ogarnęła bo jak sprowadzi na mojego syna 'cos zlego' - To będzie jej ostatnia rzecz jaką zrobi bo nie wybacz jej tego nigdy. Mam tylko nadzieję, że rozumie wszytko..

Pracuje, chodz mam dość prywatnych jednostek z brakiem poszanowania pracownika. Będzie dywanik u szefowej bo nie dam się tak traktować.. - życie mnie wystarczająco nauczyło, aby poblazac innym. Walczę o siebie, nie obchodzą mnie inni.. Walczę o spełnienie marzeń! Odcinam przeszłość gruba kreska i zaczynam budować życie swoje na nowo, nie ważne gdzie - najważniejsze że kocham syna i go mam reszta jest mało ważna. Wszytko dla mnie i dla niego i nikt się liczyć nie będzie. Sama ciągle sama, ale nikt mi nie jest potrzebny bo mamy siebie z synkiem
 

 
Jestem zwycięzca! Udało mi się uregulować sprawy syna i mam go na wyłączność..

Walczę ze sobą.. Co dzień wchodzę tutaj i cie to samo pustka w głowie.. Brak spójnej treści, ech..
 

 
Każdego dnia powtarzam sobie to samo, będzie lepiej niż jest.. Trafia się tak, że czuję się świetnie bo wiem, że idzie coś ku dobremu. Lecz po nie długiej chwili już znów mam doła. Najgorsze w tym wszystkim jest to iż nie wiem skąd on się bierze. W pracy mi idzie nawet nie źle, wracam po pracy i czasem zmęczona, czasem nie coś zrobię innego niż odpoczynek.
Hmmm.. chyba pod świadomie wiem.. dobija mnie fakt, że moje dziecko pomimo mojego poświęcania traktuje mnie jak najgorzej, brak szacunku. Sześciolatek ja wiem, że ma swoje zagrania i bunty, ale bije mnie (oczywiście nie pozwalam sobie), krzyczy, robi na złość. Rozumiem, że ma problem z okazywaniem emocji (stwierdzone przez lekarza), lecz to nie usprawiedliwia jego zachowania w stosunku do matki, którą ma tylko jedną. Tak jestem w stosunku do niego bezradna, że czasem mam ochotę płakać w koncie ech.. Chyba nie obejdzie się bez jakiegoś psychologa dziecięcego ponieważ na wzgląd na to iż jak mu coś całkiem nie idzie zaczyna walić się w głowę, gryźć itd. Ewidentnie nie radzi sobie ze sobą, a ja nie zamierzam myśleć, ż za kolejnych sześć lat zrobi sobie krzywdę bo w porę nie zareagowałam. ..
Kuźwa jak nie urak to srac*ka, najpierw dom rodzinny w którym do tej pory jestem uziemiona, później niefart z byłym mężem i na dokładkę problem z maluchem. Tak bardzo go kocham, że oddałabym życie za niego, a on mnie traktuje tak jak byłabym mu nie potrzebna. Wiem że powinnam wynieść się z mieszkania z matką, ale wierzę w to iż tak się w końcu stanie. Powoli zaczynam wracać do Boga, modlę się w głowie, myślach - co prawda nie wróciłam jeszcze do domu Bożego, ale wszystko w swoim czasie.

motto na nadchodzący czas:
"WIARA CZYNI CUDA, MUSISZ WIERZYĆ, ŻE SIĘ UDA.."
 

 
Czyżby za czytanie w literaturze pomogło?.. - nie to raczej powrót do pracy postawił mnie na nogi.
Wróciłam do pracy, tzn., zmieniłam pracę i czuje się w niej jak ryba w wodzie.. Na prawdę odrzylam, mniej przebywania w domu, więcej pracy bo od poniedziałku do soboty po kilka godzin, ale są te dni..
Wpadłam w ciąg rutyny i nie mogę z niego wyjść, ale małym raczkowaniem wiem gdzie popelniam błąd więc może uda mi się wstać, aby zrobić kilka małych kroków.. Powoli i do przodu, czas aby pomyśleć o sobie, a nie tylko o innych.. Nie będę już niewolnikiem we własnym życiu!!..

Kiedyś ja zamkną na dlugo jak się nie ogarnie, byle by moje dziecko było bezpieczne, a reszta przyjdzie sama.. Nadal się nie uspokoila w robieniu złego..
 

 
Czytam sobie ksiazke Dale Carnegie "Jak przestac sie martwic i zaczac zyc".. Na poczatku wyczytalam, aby zajac sie praca to nie bedzie czasu na zamartwianie - haha.. smialam sie bo mialam ponad to jego (nawet jak szybko uplywal).. Znajac mnie szybko rzucilam ja w kat. Znow pograzylam sie w depresyjnej zalobie, siegnelam do niej i tym razem czytajac co dostrzeglam? - ze z zadna sparawa nie jestem sama. Jest Stworca, ktory czeka az porozmawia sie z nim, odda swoje problemy i powie wszystko co boli. Znow sxhody dla mnie, bo ja ponad 5 lat temu straciala kpntakt z rzeczywistoscia Boska, po rozwodzie okolo dqoch lat temu w ogole dostalam zacięcie powrotu i nie moge sie przelamac. Wiem, ze jestesmy wszedzie ze soba, ale czasem praktykujacy katolik powinien od czasu do czasu zajsc do swiatyni..

Zaczelam nowa prace i wiem, ze nic w naszym zyciu nie dzieje sie bez przyczyny. Bog ma dla mnie jakis swoj specjalny plan i mnie nie opusci.. .. Praca w malym sklepie osiedlowym, wrocilam do korzeni bo w takim rozpoczynalam przed laty prace i wywnioskowalam ze brakowalo mi tego bezpośredniego kontaktu z klientem. .. Czyzby faktycznie w moimtunelu widac swiatlo do wyjscia?!
Pewnie ze nie wiem, ale teraz wszystkie sqoje troskizsmutek i bol oddaje w rece Stworzyciela aby mi pomogl wyjsc..

Samopoczucie jeszcze do bani. Nic mi sie nie chce, jak nie pracuje tylko bym w czterech scianach siedziała. Cale szczesxie, ze mam syna to musze wychodzić ..
 

 
Coz ze w przeciagu miesiaca przybralam na wadze 6 kg.. - kuzwa jak mnie to denerwuje, ze jak mam stres to od razu jem.. Nie moge zwalczyc stresów bez jedzenia.. Na dodatek jem slodycze co mnie zabija, ja wiem ze nie mam zadnego innego uzaleznienia lecz nie moge z nim zawalczyc, chyba sama powinnam oddac sie na jakis detox cukrzycowy bo sobie nie radze.. Malo tego, znow hormonalnie nie mam damskich spraw - chyba trafiam do lekarzy partaczy, bo zaden mi nie chce pomoc, kazdy pomimo mlodego wieku mnie odsyla z drzwi do drzwi.. Ech...
Bingo.. Udalo mi sie zmienić prace, jeszcze jutro jade na rozmowe i zamierzam zagrac w otwarte karty bo juz w czwartek za tydzien podpisuje umowe, a do wtorku musze siedziec w obecnej pracy. Cale szczescie, ze chodz w tej dziedzinie mi sie jakos ciagnie. Chodz do spelnienia marzen jeszcze troche mi brakuje, najpierw trzeba zabezpieczyc zaplecze finansowe, a pozniej siegnac po marzenia..

Byc dla siebie dobry - coz to znaczy skoro sama siebie nie akceptuje. Wiem, ze najpierw musisz pokochac siebie, aby ktos inny mogl pokochac ciebie. Jak na razie jestem delikwentem, ktory odstrasza od siebie innych.. Okazalo sie, ze jednak z problemami zostaje sama.. Boli to, że nadal pomimo obietnic zostaje sama.. Pozniej dziwota ze potrafię byc samowystarczalna i nie potrzebujaca pomocy..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Potrzebny mi ktoś, kto przyjmie mnie razem z tym wszystkim. Kto powie do mnie ‘Mała’ i pozwoli mi taką być. Kto powie ‘puść te wszystkie sznury, którymi się splątałaś’ i one puszczą. Kto powie ‘jestem’ i naprawdę tu będzie. Kto nie złoży reklamacji. Nie odda z powrotem do serwisu, bo uzna, że jednak nie chce się męczyć. Kto będzie chciał mnie rozkręcić. Zajrzeć do środka. Ubrudzić się. Powymieniać zepsute części. Żebym w końcu nie musiała być z kamienia. Żebym mogła się rozpaść. Rozpuścić. Rozlać. Rozkleić. Żeby chciał. Nie zraził się. Strzegł. Zebrał mnie i schował w ramionach. Trzymał. Trzymał tak całą noc. Żebym mogła spokojnie zasnąć. Uspokoić wszystkie rozdygotane części. Rozchwiane fragmenty. Żeby to w końcu ktoś bronił mnie. Żeby to w końcu przy mnie ktoś czuwał. Żebym to w końcu ja mogła zamknąć oczy. Żebym nie musiała nic wiedzieć. Żebym nie musiała stać na baczność. Żebym mogła wyłączyć radar, czujniki i alarmy. Żebym nie musiała się spieszyć. Uciekać. Zrywać się na budzik. Na znak. Na sygnał. Na niepokojący dźwięk. Na wypadek niebezpieczeństwa. Żebym była pewna, że mogę tu być. Że nikt nie liczy mi czasu. Nie daje mi go na kredyt. Nie nalicza sekund płatnych w późniejszym terminie. W ratach. Z odsetkami. Żebym była na stałe. Bez możliwości wypowiedzenia. Zerwania. Odstąpienia. Nie na okres próbny. Nie na trzy miesiące. Nie na rok plus miesiąc gratis. Nie na gorszy dzień. Nie na noc. Nie na dwie. Nie na kolację bez śniadania. Żebym była na co dzień. Nie na telefon. Nie z dostawą do domu. Nie w biegu. Nie na szybko. Bez umów. Bez podpisów. Z chęci. Bo lubi na mnie patrzeć. Bo nikt nie wybucha mu tak w rękach, jak ja. Bo nie chce, żebym bała się życia. Bo nie dopuści do mnie więcej wątpliwości. Nie pozwoli. Obroni. Żebym mogła obudzić się w tym samym miejscu. Żeby nadal był. Żeby trzymał. Żeby było mi ciepło.."

Wszystko w temacie zycia, szukam kogos kto ściągnie ze mnie kajdany. Kogos kto pomimo wszystkiego nie odwroci sie ode mnie tylko powie jestem. Kuzwa brakuje mi kogos u boku, niby jestem twarda, samowystarczalna, silna. Okazuje sie ze wcale tak nie jest, nie umiem zaufac, odganiam od siebie wszystkich, nie umiem prosic o pomoc. Walcze o wszystkich lecz nie o siebie. Czym jest rozmowa skoro nie potrafie nic powiedziec.
Wierze, w to z calego serducha, ze jeszcze zdarzy sie ktos taki mi przeznaczony i pokaze mi czym sa cechy o ktorych nie mam pojecia po prostu..
 

 
Droga... powrót.. Nie ważne gdzie chcę dojść bo skoro wróciłam, znów w martwy punkt życia. to znaczy, że źle wybrałam (..?..). Czyżby mam teraz wybierać raz jeszcze tak aby było dobrze? Dziwne, bo tak dopiero teraz na to wpadłam. Ja wiem, że w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, ale nie rozumiem.. Czemuż to ja mam tak przekichane.. Jeżeli ktoś mi powie, że ma problem to go wyśmieje bo chyba moje problemy biją rekordy .. Obracam trochę to w śmiech bo chyba nie mam już sił się złościć. Najgorsze jest w tym to iż nadal nie mogę uronić łzy, nie mogę usiąść i sobie płakać celowo czy bez celowo.. Kiedy ja znów wrócę do normalności?.. (..brak wiedzy na ten temat..)

Totalna rozsypka - psychika, rozjechana na maxa. Nie chce wstawać z łóżka, żadnych rozmów z nikim to raj dla mnie na chwilę obecną. Na dodatek zamiast się skupić na synu to od tygodnia walczę z bólem po wyrwaniu zęba.. Porażka.. Moja relacja w domu do dupy, rodzicielka narobiła bigosu, a ja muszę go zbierać bo jak to stwierdziła, że wstydzi się tego co zrobiła. Kuźwa trochę zbyt późno się ogarnęła.
Powtórzę to po raz kolejny gdyby stworzyciel chciał dać mi jaką kol wiek szansę na spróbowanie gdzie indziej niż tu gdzie jestem teraz to bez wahania ruszam w nieznane ..

Jak ja cholernie boję się, ze nie podołam finansowo na wrzesień do klasy "o" dla malca. Spróbuję pisać do niego list po pierwszej rozprawie o pozbawienie praw do dziecka. Zobaczymy..

Jeszcze jak się sypie to dupa blada. Zaśmierdziało mi spalenizna, myślałam że od komputera stacjonarnego i nagle pyk i telewizor siadł. Serwis go zdiagnozował i poszedł panel sterowania koszt naprawy około pięćset złotych. Złożyłam w sklepie wniosek aby kupić na raty nowy i na szczęście się udało. Uff... jutro będzie co oglądać, rzadko ja osobiście oglądam lecz lubię mieć pewność, że on gdzieś tam gra i zawsze mogę sobie zerknąć w niego ..

P.S. Dalej poszukuję dobrej drogi aby móc iść nią w świat nieznany i w końcu osiągać jakieś sukcesy, a nie za każdym razem porażki. eh..
 

 
Cóż wróciłam chyba do początku gdzie rozstaje dróg to coś do czego nawet jeszcze nie doszłam. Kudźwa cofnęłam się do stanu depresyjnego gdzie w sumie leczę się u psychiatry, ale na lęki.. Myślałam, że jedno i drugie idzie ze sobą w parze, a tu proszę głębokie rozczarowanie ;|.. w tym wszystkim jest najgorsze to, że nie umiem zawalczyć o samą siebie (umiem słuchać, doradzać trochę innym, wspierać), nie wiem co to wsparcie, szczera rozmowa, pogadanie o głupotach, uśmiech z czegoś. Gdzieś zapodziały się moje ludzkie odruchy, ja się wcale nie dziwię, że mój syn woli babcię bardziej niż swoją matkę (mnie) skoro nie umiem się z nim bawić. Wiecznie tylko nakazy, zakazy i pretensje moje i malucha - dziwnie to brzmi, ale potrafimy się dość fest posprzeczać (sprzeczka z sześciolatkiem - zabawna sytuacja).. Byłam z nim ostatnio nad wodą, kąpał się - cieszyliśmy się oboje lecz to tylko jeden taki dzień jest w miesiącu albo rzadziej bo nie mam do tego sił, najwięcej bym tylko spała, budziła się i leżała. Całe szczęście, że mam psa bo trzeba z nim jednak wychodzić (chodź i tak się pogorszyła bo nie robię z nim wieczornych dłuższych spacerów jak kiedyś).. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to iż przytłacza mnie mój dom: po pierwsze mieszkanie z matką - toksyczna więź; po drugie - brak finansowego życia na poziomie dla mojego syna z racji braku jakiej kol wiek wpłaty alimentów od ojca dziecka; po trzecie braku mojego zaufania do innych - próbowałam już znaleźć przez internet osobę do pogadania (cóż i tak miałam zacięcie) zrezygnowałam z tego pomysłu.. Nie potrafię wrócić do kościoła (czym to jest spowodowane..?..). Nie wiem zacięcie, strach, lęk (jakby mnie szatan opętał) - może spowodowane jest to, że w końcu rozwódka jest ze mnie .. Same niewiadome w moim życiu, wiecznie poważna kobieta z walizką cięższą od niej samej, zamiast wieku odpowiedniego bliżej sześćdziesiątki. Wiem że biorę życie zbyt poważnie, czytam wiele literatury na temat odnalezienie sensu, braku zamartwiania się - niestety nie pomaga. Pytam z tego miejsca co to znaczy wczoraj - było, dziś - jest, jutro - będzie (załączone zdjęcie), skoro na prawdę nie umiem odciąć się od przyszłości. Wiecznie w tej mojej durnej głowie cholerne myśli o przyszłości, tej za chwilę kilka miesięcy i tej odległej za piętnaście lat. Lipa wiecznie sama z przeciwnościami losu, nawet nie potrafię rozmawiać z psychiatrą, właśnie sporządzam mu kartkę z tym jak się czuję bo pewnie i w stanie nie będę mu mogła powiedzieć o tym jak się czuję. Na ostatniej wizycie o stan zdrowia powiedziałam "nie wiem jak się czuję" - to jest dopiero czubek ze mnie. Właśnie wiąże się to z tym iż dla innych mogę walczyć o wszystko lecz gdzieś tam daleko na samym końcu stawiam siebie.. Kobietę cierpiącą w bólu, samotności, na którą spojrzysz i powiesz "zasłużyła sobie" :'{.. Tak się oceniam, na kogoś bezwartościowego, bezużytecznego i bez lepszego jutra..

Tak wiecznie w kółko powtarzam sobie, że "nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny.." - buduje i burzy mnie to stwierdzenie.. Na prawdę przypominam sobie takie rzeczy, które powinny mi ulecieć z pamięci a ja nadal pamiętam jaka byłam niegrzeczna w dzieciństwie. Może teraz za to pokutuję?.. Jednak coś źle zrobiłam skoro nic mi nie wychodzi..

"Jeszcze będzie dobrze mimo wszystko. TYLKO Załóż wygodne buty bo masz do przejścia całe życie" - JPII.. hyba nie ma mojego rozmiaru .. ECH..
 

 
Staram się bardzo byc do zycia pozutywnie nastwiona, ale wychodzi jak zawsze.. Szamboo na calej lini, od marca jak zaczęło sie sypac tak rozsypalam sie i ja. Dlaczego.. (?).. Najpierw brak perspektyw w pracy, zadnej takiej motywacji i checi do pojscia tam.. Po drugie nadal przytlacza mnie ta moja rodzicielka bo nie moge sie od niej wyprowadzic.. Po trzecie syn moj potrzebuje troche wiecej uwagi ode mnie i ojca, o ktorego bardzo prosi bo ma w domu same baby.. Po czwarte nie możność finansowa z powodu nie placenia przez ojca alimentów na dziecko.
Tak owszem ponosze konsekwencje swoich czynow, ale dlaczego mówią, ze dobro i zlo wracaja.. Skoro zlo wraca bardzo predko, a dobro nie chce wcale. Nadal wierze, ze ludzie i sytuacje ktore nas doswiadczaja nie sa bez przyczyny. Lecz ja sie znow pytam stworcy, co ja tam takiego zrobilam, ze zycie mnie tak okrotnie doswiadcza.. Nie wiem, czy zdolam sie podnieść skoro nawet nie chce mi sie z łóżka wstawac..
 

 
A kuku ma rodzicielka dostala zawiasy.. Coz moze i lepiej sie stalo, ze sie stało. Coz sie okazalo to wszystko przez mnie bo jej wspomnialam, ze nie aiwm czy nie pojade za granice. Przerazilo ja to i się nie ogarnęła.
Kwas dzisiaj znow zadalam sobie pytanie: coz ja takiego nabroilam tam u gory, ze mnie zycie tak doswiadcza.. Dlaczego zla karma wraca duzo szybciej niz ta dobra.. Czy ta dobra w ogoke istnieje?! ..
Na razie znow oddalilam sie od tego swiatla w tunelu.. Moje zycie to jedna wielka sciema, zalezna od rodzicielki bo tamta nie pracuje, a ja ją utrzymuje.
Gdzież podziewa sie dobroć i szczescie?, sjoro na mojej drodze nic sie nie uklafa?!.. Ech.. Wszystko tak cholernie boli i zabija powoli..
 

 
Stalo sie to co przypuszczalam, wpadla jak sliwka w kompot.. Cale szczescie, ze synek moj byl ze mna, a nie z nia. Kudzwa jeszcze dziecko by mi do domu dziecka zabrali przez jej nieodpowiedzialnosc.. Jak tutaj dalej z nia zyc?.. Bylam dzisiaj u lekarza i powiedziałam, że nie wiem jak sie czuje bo będąc na urlopie bylo spokojnie, a tutaj wrocilam i znow kryzys.. Gdyby tylkom miala szanse od losu to na prawdw bym ano chwili sie nie zastanawiała..
Cale szczescie, ze udosgepnilam godzine przed calym zdarzeniem zdjecie na fb ze jestem daleko. Coz teraz w pracy moze byc kwas, ale jezeli schowam głowę w piasek to przyznam sie do winy.. Doszlam na chlodno do wniosku, ze to nie ja zawinilam i nie bede sie tym przejmowac, niech sie kazdy martwi o siebie..
 

 
Słowa, które rozbrzmiewają i w głowie od lat.. myślę o nich i powtarzam je sobie w koło. Ojej.. znów kwas mam w domu, nie pojmuję jak można mieszkać ze swoją rodzicielka a nie móc z nią wytrzymywać. Coraz częściej myślę o wyprowadzce, chodź onanwie że tego nie zrobię bo nie mam jak. Boli mnie cholernie Fakt ten iż nie mam możliwości spełnienia swoich marzeń. Tak wiem,młoda jestem ale żeby coś osiągnąć trzeba mieć możliwość. Tutaj żadnego wsparcia od matki tylko wiecznie narzekanie. Mało tego pierwszy raz w życiu poczułam,że ktoś się o mnie martwi tak bezinteresownie. Mam problem z zębem i z racji boleści musialam iść do lekarza więc zupełnie obca osoba tzn. koleżanka z pracy w której nie jestem długo zaproponowała,że pojedzie ze mną. Kuźwa jak to możliwe,że ktoś pierwszy raz w życiu podał mi pomocną dłoń. Łezka mi się w oku zakręciła z tego powodu. Zawsze jestem w tym zgiełku codzienności i co zyskuje w zamian?.. same nieprzyjemności.. ja jestem dla wszystkich lecz nikt nie chce być dla mnie..

Czas jak on biegnie nieubłaganie.. znów miesiąc do przodu,a ja nadal nie wiem co robić w zyciu, gdzie iść i nadal sobie zadaje pytanie (..?..) "Mycha ogarnij się i zacznij podążać za swoim własnym celem w życiu. Stoisz na rozdrożu i wybierz odpowiednią drogę dla siebie..". Zbyt dużo trosk o innych ,zbyt mało wsparcia..
 

 
Znow mam problemy.. Po raz kolejny w oczku kreci sie lza, ze nic nikomu nie moge powiedziec. Zycie jest straszne.. Moja mama znalazla sobie hobby, a ja sie bardzo przy tym stresuje bo nie wiem czy jak wyjdzie to czy wroci.. Na dodatek bierze ze soba mojego syna wrrr..
* Moj maluch wczoraj do mnie przychodzi i mowi:"mamo ty babcie zjebiesz". Kuzwa mowie to jej, a ona z pretensjami iz ja tak mowie.. Rozbroila mnie kobieta bo ja w domu rzadko przeklinam. Syn moj dzisiaj mial humorki i az serce boli jak traktuje mnie gorzej niz sa traktowane zqierzeta bezdomne - wyzywa, przeklina, wyprasza z domu i mowi, ze nie chce ze mna mieszkac. Kuzwa gdzie podzial sie szacunek?!, nie wiem co sie dzieje jak mnie nie ma. Lecz kazdo jedno zachowanie jego boli bardzo, a na dodatek jak ma tylko mnie. Nie wiem czy ja na prawde jestem tak bardzo zla matka..

Jednak kiedys sobie przysieglam, ze nie bede mieszkala z moja matka i wyszlo jak zawsze.. Okazuje sie, ze nie dosc iz mi uprzykrza zycie to jeszcze truje mojego malucha. Jeszcze ja wiecznie skysze od niej slowa przy malym "kazda corka jest za matka, a ty mnie nienawidzisz dalej..". Nie wchodze w dyskusje bo nie widze powodu ku temu.. Lecz ja jej wybaczylam cale zlo, ale abysmt sie kochaly to powinnysmy mieszkac osobno..
  • awatar Gość: No chłolera ty to tera weź i se pomyśl co zięć musiałby znosić przy taki teściowy łojacie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zrezygnowana, bez perspektyw.. - Praca nadal w trakcie poszukiwania na lepszą - utknęłam obecnie. Urlop w zaciszu pomógł nabrać dystansu, chodź już po tygodniu miałam dość wisielczej atmosfery i wiecznych komentarzy matki. Mój sześciolatek nadal traktuje mnie jak "nikogo". Sytuacja z dzisiaj, wzięłam go na festyn wybawił się i w drodze powrotnej już za długo mu było, zaczął mnie bić, odpychać od siebie i w ogóle. Ok, przymknęłam oko w końcu dzieci mają rózne kaprysy. W domu już zaczął, że ma mnie dość i cała swoją śpiewkę. Zaś druga strona (moja wspaniała mateczka) co powiedziała, że to przez ze mnie bo mało mu czasu poświecam. Kuźwa, co ona do mnie mówi?! Przecież siedzę sobie w pracy od 5-13, wracam o 14tej i nigdzie nie wychodzę.. Mało czasu?! Wrrr...

Znów się poje*ało.. Paniczny lęk przed dentystą mnie zjadł i wczoraj się okazało, że pogorszył się stan zdrowia. Inne przypadki zdrowia - super, a ten akurat dobił doszczętnie.. Zamiast zbierać na atrakcje letnie dla mnie i syna będę się kuźwa leczyć.. cóż siła wyższa..

heh.. Wchodzę na wagę i co róż jest więcej - zamiast się martwić. Oswajam się z tą myślą, może lepiej to wtedy ogarnę, przecież muszę się pokochać taką jak jestem. Lecz ostatnio jestem bardzo wesoła, może minie mi ten wisielczy humor w końcu. Ja wiem, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny.. - Wierzę w to bardzo mocno ;*..

Na dzień dzisiejszy szukam wyjścia z tunelu gdzie jest coraz widniej..