• Wpisów:183
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:23 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 818 / 3614 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Gdzie podziali się przyjaciele? - ilu ich było?.. Ufasz?! - nie żałuj bo nie ma kogo.. Potrzebujesz pomocy? Sorry, ale oni teraz są zajęci.. Odezwą się jak to oni będą ciebie potrzebować..

Ech.. Mam ich dwoje i co?, jednak czym jest przyjaźń bez dawania od siebie. Żadnych rozmów, żadnych chwil smutnych i radości. Z kim powinnam świętować swoje szczęście, rozterki w pracy. Cóż sama, zawsze sama ze swoimi problemami..
Dziecko mi dokucza, jak mam być spokojna jak mnie traktuje bardzo źle, nie mogę sobie poradzić pomimo postanowienia, że się zmienię. Jeszcze moja matka fiksuje, dzisiaj jej niestety musialam postawić ultimatum aby się ogarnęła bo jak sprowadzi na mojego syna 'cos zlego' - To będzie jej ostatnia rzecz jaką zrobi bo nie wybacz jej tego nigdy. Mam tylko nadzieję, że rozumie wszytko..

Pracuje, chodz mam dość prywatnych jednostek z brakiem poszanowania pracownika. Będzie dywanik u szefowej bo nie dam się tak traktować.. - życie mnie wystarczająco nauczyło, aby poblazac innym. Walczę o siebie, nie obchodzą mnie inni.. Walczę o spełnienie marzeń! Odcinam przeszłość gruba kreska i zaczynam budować życie swoje na nowo, nie ważne gdzie - najważniejsze że kocham syna i go mam reszta jest mało ważna. Wszytko dla mnie i dla niego i nikt się liczyć nie będzie. Sama ciągle sama, ale nikt mi nie jest potrzebny bo mamy siebie z synkiem
 

 
Jestem zwycięzca! Udało mi się uregulować sprawy syna i mam go na wyłączność..

Walczę ze sobą.. Co dzień wchodzę tutaj i cie to samo pustka w głowie.. Brak spójnej treści, ech..
 

 
Każdego dnia powtarzam sobie to samo, będzie lepiej niż jest.. Trafia się tak, że czuję się świetnie bo wiem, że idzie coś ku dobremu. Lecz po nie długiej chwili już znów mam doła. Najgorsze w tym wszystkim jest to iż nie wiem skąd on się bierze. W pracy mi idzie nawet nie źle, wracam po pracy i czasem zmęczona, czasem nie coś zrobię innego niż odpoczynek.
Hmmm.. chyba pod świadomie wiem.. dobija mnie fakt, że moje dziecko pomimo mojego poświęcania traktuje mnie jak najgorzej, brak szacunku. Sześciolatek ja wiem, że ma swoje zagrania i bunty, ale bije mnie (oczywiście nie pozwalam sobie), krzyczy, robi na złość. Rozumiem, że ma problem z okazywaniem emocji (stwierdzone przez lekarza), lecz to nie usprawiedliwia jego zachowania w stosunku do matki, którą ma tylko jedną. Tak jestem w stosunku do niego bezradna, że czasem mam ochotę płakać w koncie ech.. Chyba nie obejdzie się bez jakiegoś psychologa dziecięcego ponieważ na wzgląd na to iż jak mu coś całkiem nie idzie zaczyna walić się w głowę, gryźć itd. Ewidentnie nie radzi sobie ze sobą, a ja nie zamierzam myśleć, ż za kolejnych sześć lat zrobi sobie krzywdę bo w porę nie zareagowałam. ..
Kuźwa jak nie urak to srac*ka, najpierw dom rodzinny w którym do tej pory jestem uziemiona, później niefart z byłym mężem i na dokładkę problem z maluchem. Tak bardzo go kocham, że oddałabym życie za niego, a on mnie traktuje tak jak byłabym mu nie potrzebna. Wiem że powinnam wynieść się z mieszkania z matką, ale wierzę w to iż tak się w końcu stanie. Powoli zaczynam wracać do Boga, modlę się w głowie, myślach - co prawda nie wróciłam jeszcze do domu Bożego, ale wszystko w swoim czasie.

motto na nadchodzący czas:
"WIARA CZYNI CUDA, MUSISZ WIERZYĆ, ŻE SIĘ UDA.."
 

 
Czyżby za czytanie w literaturze pomogło?.. - nie to raczej powrót do pracy postawił mnie na nogi.
Wróciłam do pracy, tzn., zmieniłam pracę i czuje się w niej jak ryba w wodzie.. Na prawdę odrzylam, mniej przebywania w domu, więcej pracy bo od poniedziałku do soboty po kilka godzin, ale są te dni..
Wpadłam w ciąg rutyny i nie mogę z niego wyjść, ale małym raczkowaniem wiem gdzie popelniam błąd więc może uda mi się wstać, aby zrobić kilka małych kroków.. Powoli i do przodu, czas aby pomyśleć o sobie, a nie tylko o innych.. Nie będę już niewolnikiem we własnym życiu!!..

Kiedyś ja zamkną na dlugo jak się nie ogarnie, byle by moje dziecko było bezpieczne, a reszta przyjdzie sama.. Nadal się nie uspokoila w robieniu złego..
 

 
Czytam sobie ksiazke Dale Carnegie "Jak przestac sie martwic i zaczac zyc".. Na poczatku wyczytalam, aby zajac sie praca to nie bedzie czasu na zamartwianie - haha.. smialam sie bo mialam ponad to jego (nawet jak szybko uplywal).. Znajac mnie szybko rzucilam ja w kat. Znow pograzylam sie w depresyjnej zalobie, siegnelam do niej i tym razem czytajac co dostrzeglam? - ze z zadna sparawa nie jestem sama. Jest Stworca, ktory czeka az porozmawia sie z nim, odda swoje problemy i powie wszystko co boli. Znow sxhody dla mnie, bo ja ponad 5 lat temu straciala kpntakt z rzeczywistoscia Boska, po rozwodzie okolo dqoch lat temu w ogole dostalam zacięcie powrotu i nie moge sie przelamac. Wiem, ze jestesmy wszedzie ze soba, ale czasem praktykujacy katolik powinien od czasu do czasu zajsc do swiatyni..

Zaczelam nowa prace i wiem, ze nic w naszym zyciu nie dzieje sie bez przyczyny. Bog ma dla mnie jakis swoj specjalny plan i mnie nie opusci.. .. Praca w malym sklepie osiedlowym, wrocilam do korzeni bo w takim rozpoczynalam przed laty prace i wywnioskowalam ze brakowalo mi tego bezpośredniego kontaktu z klientem. .. Czyzby faktycznie w moimtunelu widac swiatlo do wyjscia?!
Pewnie ze nie wiem, ale teraz wszystkie sqoje troskizsmutek i bol oddaje w rece Stworzyciela aby mi pomogl wyjsc..

Samopoczucie jeszcze do bani. Nic mi sie nie chce, jak nie pracuje tylko bym w czterech scianach siedziała. Cale szczesxie, ze mam syna to musze wychodzić ..
 

 
Coz ze w przeciagu miesiaca przybralam na wadze 6 kg.. - kuzwa jak mnie to denerwuje, ze jak mam stres to od razu jem.. Nie moge zwalczyc stresów bez jedzenia.. Na dodatek jem slodycze co mnie zabija, ja wiem ze nie mam zadnego innego uzaleznienia lecz nie moge z nim zawalczyc, chyba sama powinnam oddac sie na jakis detox cukrzycowy bo sobie nie radze.. Malo tego, znow hormonalnie nie mam damskich spraw - chyba trafiam do lekarzy partaczy, bo zaden mi nie chce pomoc, kazdy pomimo mlodego wieku mnie odsyla z drzwi do drzwi.. Ech...
Bingo.. Udalo mi sie zmienić prace, jeszcze jutro jade na rozmowe i zamierzam zagrac w otwarte karty bo juz w czwartek za tydzien podpisuje umowe, a do wtorku musze siedziec w obecnej pracy. Cale szczescie, ze chodz w tej dziedzinie mi sie jakos ciagnie. Chodz do spelnienia marzen jeszcze troche mi brakuje, najpierw trzeba zabezpieczyc zaplecze finansowe, a pozniej siegnac po marzenia..

Byc dla siebie dobry - coz to znaczy skoro sama siebie nie akceptuje. Wiem, ze najpierw musisz pokochac siebie, aby ktos inny mogl pokochac ciebie. Jak na razie jestem delikwentem, ktory odstrasza od siebie innych.. Okazalo sie, ze jednak z problemami zostaje sama.. Boli to, że nadal pomimo obietnic zostaje sama.. Pozniej dziwota ze potrafię byc samowystarczalna i nie potrzebujaca pomocy..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Potrzebny mi ktoś, kto przyjmie mnie razem z tym wszystkim. Kto powie do mnie ‘Mała’ i pozwoli mi taką być. Kto powie ‘puść te wszystkie sznury, którymi się splątałaś’ i one puszczą. Kto powie ‘jestem’ i naprawdę tu będzie. Kto nie złoży reklamacji. Nie odda z powrotem do serwisu, bo uzna, że jednak nie chce się męczyć. Kto będzie chciał mnie rozkręcić. Zajrzeć do środka. Ubrudzić się. Powymieniać zepsute części. Żebym w końcu nie musiała być z kamienia. Żebym mogła się rozpaść. Rozpuścić. Rozlać. Rozkleić. Żeby chciał. Nie zraził się. Strzegł. Zebrał mnie i schował w ramionach. Trzymał. Trzymał tak całą noc. Żebym mogła spokojnie zasnąć. Uspokoić wszystkie rozdygotane części. Rozchwiane fragmenty. Żeby to w końcu ktoś bronił mnie. Żeby to w końcu przy mnie ktoś czuwał. Żebym to w końcu ja mogła zamknąć oczy. Żebym nie musiała nic wiedzieć. Żebym nie musiała stać na baczność. Żebym mogła wyłączyć radar, czujniki i alarmy. Żebym nie musiała się spieszyć. Uciekać. Zrywać się na budzik. Na znak. Na sygnał. Na niepokojący dźwięk. Na wypadek niebezpieczeństwa. Żebym była pewna, że mogę tu być. Że nikt nie liczy mi czasu. Nie daje mi go na kredyt. Nie nalicza sekund płatnych w późniejszym terminie. W ratach. Z odsetkami. Żebym była na stałe. Bez możliwości wypowiedzenia. Zerwania. Odstąpienia. Nie na okres próbny. Nie na trzy miesiące. Nie na rok plus miesiąc gratis. Nie na gorszy dzień. Nie na noc. Nie na dwie. Nie na kolację bez śniadania. Żebym była na co dzień. Nie na telefon. Nie z dostawą do domu. Nie w biegu. Nie na szybko. Bez umów. Bez podpisów. Z chęci. Bo lubi na mnie patrzeć. Bo nikt nie wybucha mu tak w rękach, jak ja. Bo nie chce, żebym bała się życia. Bo nie dopuści do mnie więcej wątpliwości. Nie pozwoli. Obroni. Żebym mogła obudzić się w tym samym miejscu. Żeby nadal był. Żeby trzymał. Żeby było mi ciepło.."

Wszystko w temacie zycia, szukam kogos kto ściągnie ze mnie kajdany. Kogos kto pomimo wszystkiego nie odwroci sie ode mnie tylko powie jestem. Kuzwa brakuje mi kogos u boku, niby jestem twarda, samowystarczalna, silna. Okazuje sie ze wcale tak nie jest, nie umiem zaufac, odganiam od siebie wszystkich, nie umiem prosic o pomoc. Walcze o wszystkich lecz nie o siebie. Czym jest rozmowa skoro nie potrafie nic powiedziec.
Wierze, w to z calego serducha, ze jeszcze zdarzy sie ktos taki mi przeznaczony i pokaze mi czym sa cechy o ktorych nie mam pojecia po prostu..
 

 
Droga... powrót.. Nie ważne gdzie chcę dojść bo skoro wróciłam, znów w martwy punkt życia. to znaczy, że źle wybrałam (..?..). Czyżby mam teraz wybierać raz jeszcze tak aby było dobrze? Dziwne, bo tak dopiero teraz na to wpadłam. Ja wiem, że w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, ale nie rozumiem.. Czemuż to ja mam tak przekichane.. Jeżeli ktoś mi powie, że ma problem to go wyśmieje bo chyba moje problemy biją rekordy .. Obracam trochę to w śmiech bo chyba nie mam już sił się złościć. Najgorsze jest w tym to iż nadal nie mogę uronić łzy, nie mogę usiąść i sobie płakać celowo czy bez celowo.. Kiedy ja znów wrócę do normalności?.. (..brak wiedzy na ten temat..)

Totalna rozsypka - psychika, rozjechana na maxa. Nie chce wstawać z łóżka, żadnych rozmów z nikim to raj dla mnie na chwilę obecną. Na dodatek zamiast się skupić na synu to od tygodnia walczę z bólem po wyrwaniu zęba.. Porażka.. Moja relacja w domu do dupy, rodzicielka narobiła bigosu, a ja muszę go zbierać bo jak to stwierdziła, że wstydzi się tego co zrobiła. Kuźwa trochę zbyt późno się ogarnęła.
Powtórzę to po raz kolejny gdyby stworzyciel chciał dać mi jaką kol wiek szansę na spróbowanie gdzie indziej niż tu gdzie jestem teraz to bez wahania ruszam w nieznane ..

Jak ja cholernie boję się, ze nie podołam finansowo na wrzesień do klasy "o" dla malca. Spróbuję pisać do niego list po pierwszej rozprawie o pozbawienie praw do dziecka. Zobaczymy..

Jeszcze jak się sypie to dupa blada. Zaśmierdziało mi spalenizna, myślałam że od komputera stacjonarnego i nagle pyk i telewizor siadł. Serwis go zdiagnozował i poszedł panel sterowania koszt naprawy około pięćset złotych. Złożyłam w sklepie wniosek aby kupić na raty nowy i na szczęście się udało. Uff... jutro będzie co oglądać, rzadko ja osobiście oglądam lecz lubię mieć pewność, że on gdzieś tam gra i zawsze mogę sobie zerknąć w niego ..

P.S. Dalej poszukuję dobrej drogi aby móc iść nią w świat nieznany i w końcu osiągać jakieś sukcesy, a nie za każdym razem porażki. eh..
 

 
Cóż wróciłam chyba do początku gdzie rozstaje dróg to coś do czego nawet jeszcze nie doszłam. Kudźwa cofnęłam się do stanu depresyjnego gdzie w sumie leczę się u psychiatry, ale na lęki.. Myślałam, że jedno i drugie idzie ze sobą w parze, a tu proszę głębokie rozczarowanie ;|.. w tym wszystkim jest najgorsze to, że nie umiem zawalczyć o samą siebie (umiem słuchać, doradzać trochę innym, wspierać), nie wiem co to wsparcie, szczera rozmowa, pogadanie o głupotach, uśmiech z czegoś. Gdzieś zapodziały się moje ludzkie odruchy, ja się wcale nie dziwię, że mój syn woli babcię bardziej niż swoją matkę (mnie) skoro nie umiem się z nim bawić. Wiecznie tylko nakazy, zakazy i pretensje moje i malucha - dziwnie to brzmi, ale potrafimy się dość fest posprzeczać (sprzeczka z sześciolatkiem - zabawna sytuacja).. Byłam z nim ostatnio nad wodą, kąpał się - cieszyliśmy się oboje lecz to tylko jeden taki dzień jest w miesiącu albo rzadziej bo nie mam do tego sił, najwięcej bym tylko spała, budziła się i leżała. Całe szczęście, że mam psa bo trzeba z nim jednak wychodzić (chodź i tak się pogorszyła bo nie robię z nim wieczornych dłuższych spacerów jak kiedyś).. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to iż przytłacza mnie mój dom: po pierwsze mieszkanie z matką - toksyczna więź; po drugie - brak finansowego życia na poziomie dla mojego syna z racji braku jakiej kol wiek wpłaty alimentów od ojca dziecka; po trzecie braku mojego zaufania do innych - próbowałam już znaleźć przez internet osobę do pogadania (cóż i tak miałam zacięcie) zrezygnowałam z tego pomysłu.. Nie potrafię wrócić do kościoła (czym to jest spowodowane..?..). Nie wiem zacięcie, strach, lęk (jakby mnie szatan opętał) - może spowodowane jest to, że w końcu rozwódka jest ze mnie .. Same niewiadome w moim życiu, wiecznie poważna kobieta z walizką cięższą od niej samej, zamiast wieku odpowiedniego bliżej sześćdziesiątki. Wiem że biorę życie zbyt poważnie, czytam wiele literatury na temat odnalezienie sensu, braku zamartwiania się - niestety nie pomaga. Pytam z tego miejsca co to znaczy wczoraj - było, dziś - jest, jutro - będzie (załączone zdjęcie), skoro na prawdę nie umiem odciąć się od przyszłości. Wiecznie w tej mojej durnej głowie cholerne myśli o przyszłości, tej za chwilę kilka miesięcy i tej odległej za piętnaście lat. Lipa wiecznie sama z przeciwnościami losu, nawet nie potrafię rozmawiać z psychiatrą, właśnie sporządzam mu kartkę z tym jak się czuję bo pewnie i w stanie nie będę mu mogła powiedzieć o tym jak się czuję. Na ostatniej wizycie o stan zdrowia powiedziałam "nie wiem jak się czuję" - to jest dopiero czubek ze mnie. Właśnie wiąże się to z tym iż dla innych mogę walczyć o wszystko lecz gdzieś tam daleko na samym końcu stawiam siebie.. Kobietę cierpiącą w bólu, samotności, na którą spojrzysz i powiesz "zasłużyła sobie" :'{.. Tak się oceniam, na kogoś bezwartościowego, bezużytecznego i bez lepszego jutra..

Tak wiecznie w kółko powtarzam sobie, że "nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny.." - buduje i burzy mnie to stwierdzenie.. Na prawdę przypominam sobie takie rzeczy, które powinny mi ulecieć z pamięci a ja nadal pamiętam jaka byłam niegrzeczna w dzieciństwie. Może teraz za to pokutuję?.. Jednak coś źle zrobiłam skoro nic mi nie wychodzi..

"Jeszcze będzie dobrze mimo wszystko. TYLKO Załóż wygodne buty bo masz do przejścia całe życie" - JPII.. hyba nie ma mojego rozmiaru .. ECH..
 

 
Staram się bardzo byc do zycia pozutywnie nastwiona, ale wychodzi jak zawsze.. Szamboo na calej lini, od marca jak zaczęło sie sypac tak rozsypalam sie i ja. Dlaczego.. (?).. Najpierw brak perspektyw w pracy, zadnej takiej motywacji i checi do pojscia tam.. Po drugie nadal przytlacza mnie ta moja rodzicielka bo nie moge sie od niej wyprowadzic.. Po trzecie syn moj potrzebuje troche wiecej uwagi ode mnie i ojca, o ktorego bardzo prosi bo ma w domu same baby.. Po czwarte nie możność finansowa z powodu nie placenia przez ojca alimentów na dziecko.
Tak owszem ponosze konsekwencje swoich czynow, ale dlaczego mówią, ze dobro i zlo wracaja.. Skoro zlo wraca bardzo predko, a dobro nie chce wcale. Nadal wierze, ze ludzie i sytuacje ktore nas doswiadczaja nie sa bez przyczyny. Lecz ja sie znow pytam stworcy, co ja tam takiego zrobilam, ze zycie mnie tak okrotnie doswiadcza.. Nie wiem, czy zdolam sie podnieść skoro nawet nie chce mi sie z łóżka wstawac..
 

 
A kuku ma rodzicielka dostala zawiasy.. Coz moze i lepiej sie stalo, ze sie stało. Coz sie okazalo to wszystko przez mnie bo jej wspomnialam, ze nie aiwm czy nie pojade za granice. Przerazilo ja to i się nie ogarnęła.
Kwas dzisiaj znow zadalam sobie pytanie: coz ja takiego nabroilam tam u gory, ze mnie zycie tak doswiadcza.. Dlaczego zla karma wraca duzo szybciej niz ta dobra.. Czy ta dobra w ogoke istnieje?! ..
Na razie znow oddalilam sie od tego swiatla w tunelu.. Moje zycie to jedna wielka sciema, zalezna od rodzicielki bo tamta nie pracuje, a ja ją utrzymuje.
Gdzież podziewa sie dobroć i szczescie?, sjoro na mojej drodze nic sie nie uklafa?!.. Ech.. Wszystko tak cholernie boli i zabija powoli..
 

 
Stalo sie to co przypuszczalam, wpadla jak sliwka w kompot.. Cale szczescie, ze synek moj byl ze mna, a nie z nia. Kudzwa jeszcze dziecko by mi do domu dziecka zabrali przez jej nieodpowiedzialnosc.. Jak tutaj dalej z nia zyc?.. Bylam dzisiaj u lekarza i powiedziałam, że nie wiem jak sie czuje bo będąc na urlopie bylo spokojnie, a tutaj wrocilam i znow kryzys.. Gdyby tylkom miala szanse od losu to na prawdw bym ano chwili sie nie zastanawiała..
Cale szczescie, ze udosgepnilam godzine przed calym zdarzeniem zdjecie na fb ze jestem daleko. Coz teraz w pracy moze byc kwas, ale jezeli schowam głowę w piasek to przyznam sie do winy.. Doszlam na chlodno do wniosku, ze to nie ja zawinilam i nie bede sie tym przejmowac, niech sie kazdy martwi o siebie..
 

 
Słowa, które rozbrzmiewają i w głowie od lat.. myślę o nich i powtarzam je sobie w koło. Ojej.. znów kwas mam w domu, nie pojmuję jak można mieszkać ze swoją rodzicielka a nie móc z nią wytrzymywać. Coraz częściej myślę o wyprowadzce, chodź onanwie że tego nie zrobię bo nie mam jak. Boli mnie cholernie Fakt ten iż nie mam możliwości spełnienia swoich marzeń. Tak wiem,młoda jestem ale żeby coś osiągnąć trzeba mieć możliwość. Tutaj żadnego wsparcia od matki tylko wiecznie narzekanie. Mało tego pierwszy raz w życiu poczułam,że ktoś się o mnie martwi tak bezinteresownie. Mam problem z zębem i z racji boleści musialam iść do lekarza więc zupełnie obca osoba tzn. koleżanka z pracy w której nie jestem długo zaproponowała,że pojedzie ze mną. Kuźwa jak to możliwe,że ktoś pierwszy raz w życiu podał mi pomocną dłoń. Łezka mi się w oku zakręciła z tego powodu. Zawsze jestem w tym zgiełku codzienności i co zyskuje w zamian?.. same nieprzyjemności.. ja jestem dla wszystkich lecz nikt nie chce być dla mnie..

Czas jak on biegnie nieubłaganie.. znów miesiąc do przodu,a ja nadal nie wiem co robić w zyciu, gdzie iść i nadal sobie zadaje pytanie (..?..) "Mycha ogarnij się i zacznij podążać za swoim własnym celem w życiu. Stoisz na rozdrożu i wybierz odpowiednią drogę dla siebie..". Zbyt dużo trosk o innych ,zbyt mało wsparcia..
 

 
Znow mam problemy.. Po raz kolejny w oczku kreci sie lza, ze nic nikomu nie moge powiedziec. Zycie jest straszne.. Moja mama znalazla sobie hobby, a ja sie bardzo przy tym stresuje bo nie wiem czy jak wyjdzie to czy wroci.. Na dodatek bierze ze soba mojego syna wrrr..
* Moj maluch wczoraj do mnie przychodzi i mowi:"mamo ty babcie zjebiesz". Kuzwa mowie to jej, a ona z pretensjami iz ja tak mowie.. Rozbroila mnie kobieta bo ja w domu rzadko przeklinam. Syn moj dzisiaj mial humorki i az serce boli jak traktuje mnie gorzej niz sa traktowane zqierzeta bezdomne - wyzywa, przeklina, wyprasza z domu i mowi, ze nie chce ze mna mieszkac. Kuzwa gdzie podzial sie szacunek?!, nie wiem co sie dzieje jak mnie nie ma. Lecz kazdo jedno zachowanie jego boli bardzo, a na dodatek jak ma tylko mnie. Nie wiem czy ja na prawde jestem tak bardzo zla matka..

Jednak kiedys sobie przysieglam, ze nie bede mieszkala z moja matka i wyszlo jak zawsze.. Okazuje sie, ze nie dosc iz mi uprzykrza zycie to jeszcze truje mojego malucha. Jeszcze ja wiecznie skysze od niej slowa przy malym "kazda corka jest za matka, a ty mnie nienawidzisz dalej..". Nie wchodze w dyskusje bo nie widze powodu ku temu.. Lecz ja jej wybaczylam cale zlo, ale abysmt sie kochaly to powinnysmy mieszkac osobno..
  • awatar Gość: No chłolera ty to tera weź i se pomyśl co zięć musiałby znosić przy taki teściowy łojacie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zrezygnowana, bez perspektyw.. - Praca nadal w trakcie poszukiwania na lepszą - utknęłam obecnie. Urlop w zaciszu pomógł nabrać dystansu, chodź już po tygodniu miałam dość wisielczej atmosfery i wiecznych komentarzy matki. Mój sześciolatek nadal traktuje mnie jak "nikogo". Sytuacja z dzisiaj, wzięłam go na festyn wybawił się i w drodze powrotnej już za długo mu było, zaczął mnie bić, odpychać od siebie i w ogóle. Ok, przymknęłam oko w końcu dzieci mają rózne kaprysy. W domu już zaczął, że ma mnie dość i cała swoją śpiewkę. Zaś druga strona (moja wspaniała mateczka) co powiedziała, że to przez ze mnie bo mało mu czasu poświecam. Kuźwa, co ona do mnie mówi?! Przecież siedzę sobie w pracy od 5-13, wracam o 14tej i nigdzie nie wychodzę.. Mało czasu?! Wrrr...

Znów się poje*ało.. Paniczny lęk przed dentystą mnie zjadł i wczoraj się okazało, że pogorszył się stan zdrowia. Inne przypadki zdrowia - super, a ten akurat dobił doszczętnie.. Zamiast zbierać na atrakcje letnie dla mnie i syna będę się kuźwa leczyć.. cóż siła wyższa..

heh.. Wchodzę na wagę i co róż jest więcej - zamiast się martwić. Oswajam się z tą myślą, może lepiej to wtedy ogarnę, przecież muszę się pokochać taką jak jestem. Lecz ostatnio jestem bardzo wesoła, może minie mi ten wisielczy humor w końcu. Ja wiem, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny.. - Wierzę w to bardzo mocno ;*..

Na dzień dzisiejszy szukam wyjścia z tunelu gdzie jest coraz widniej..
 

 
Urlop sie przydal, przemyslalam sobie wiele zyciowych aspektow zyciowych. Zaluje bardzo, ze nie mam normalnego zycia, rodziny nadal to mnie blokuje. Na dzien dzisiejszy juz wiem, ze nic nie osiagne w zyciu bedac tutaj gdzie jestem obecnie.. Musze zaakceptować siebie, taka jaka jestem, a los postawi mi na drodze milosc. Wtedy powinnam ja poznac.. Hehe...
Niby marzycielka o ksieciu z bajki lecz taka nie ufajaca nikomu procz samej siebie.. Dowiedziałam sie, ze mężczyzna ktory będzie chcial mnie za partnerke, to duzo bedzie musial sie bardzo postarac oraz byc cierpliwy abym mu zaufala.. Ech... Gdzie ta moja zyciowa maska sie podziala, wiecznie smutna osoba, tak prosta i przewidywalna..

Nie do wiary jest to, ze zfaje mi sie iz nikt mnie nie zna i nic nie widzi. Zycie jednak okazuje cos zupelnie innego. Coz to znaczyc jak ma sie brak celu w zyciu. Gdzies sie zgubilam i nie wiem jak sie pozbierac w kupe (rozsypalam sie w drobne kawaleczki).. Ech..
  • awatar kruk55: jest już czas na odrodzenie bądź jak feniks czas na osuszenie... źrenic
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kurcze, oglądałam ostatnio polski film w którym widać było spostrzeżenie życia z perspektywy mężczyzn. Dobra fabuła na prawdę. Tydzień temu udało mi się iść na firmowa imprezę, zabawa udana. Kolega, który bardzo się kręcił na parkiecie w końcu poprosił mnie do tańca, było fajnie. Pisałam z nim ostatnio i co mi fajnego, a za razem dziwnego napisał "mamy dużo czasu aby się poznać bo jesteśmy mlodzi" - otworzyłam oczy szeroko i czytałam te słowa kilka razy. Co to znaczy młodzi?!, jeszcze kilka razy przeczytałam treść i coś dziwnego mnie dopadło, od razu ujrzała swoje życie przed oczyma. Fakt, miał rację lecz przez problemy życiowe zatraciłam się w codzienności i myśleniu o przyszłości - tzn zamartwianiu się nią, że zapomniałam iż mam tylko 27lat. Cóż to znaczy żyć dla kogoś kto już nie umie tego robić. Jak wrócić do świata, w którym wszystko jest takie odległe i obce. Gdzie poszukiwać tego co gdzieś się ulotnilo? Jak spełniać marzenia gdyż brakuje na nie siły i energi.
Ech.. Cóż znaczy wyjdź do innych jak nie mogę pokonać leku do świata. Zmieniłam pracę aby zakopać przeszłość i budować teraźniejszość. Cóż jak znów prócz uziemienia w domu i pracy nic mnie nie czeka. Zobaczymy bo jak na razie zrobiłam postęp i chociaż sobie to uświadomiłam, a to już połowa sukcesu. Nie od razu Rzym zbudowano, oj nie..
 

 
Czym są święta Wielkanocne w domu bez miłości?!
Wielka Sobota, poświęcenie pokarmów, oczywiście od rana do południa czas spędziłam w kuchni przy ciasta hej bo lubię piec. Nic w sumie nie robiłam takiego na sniadanie w dzień niedzielny, lecz moja mama zrobiła jakąś pieczeń z kiełbasy białej, cóż dodała składników jakich ja kaczucha dziwaczka nie jadam. Cóż.. Bywa..
Niedziela, wstalismy jak zawsze w żenię. Mój synek dość szybko z racji wczesnego wstania je śniadanie.
Cóż ósma 'mamo jesc', nic żadnej inicjatywy aby zjeść razem przy stole. Ironia dla stołu bo stoi w kącie u mojej mamy w pokoju i cóż jest na nim?! Kocie miski, dla niej nic ważniejszego prócz nich nie jest. Ja zaś mówię, że chociaż jajem się podzielimy to od biedy usłyszałam, 'ja nie przebieram się'
Cóż to oznacza dla mnie?! Ze moja cudowna matka znów będzie cały dzień po mieszkaniu pow uczyła się w pizamie, dzień jak co dzień..
Żadnego posiłku wspólnego, nic.. Prócz przyjcia zająca do malucha to nie było by w ogóle powiedziane, że to jest święto.
Za oknem typowe pryma aprilis - cały dzień mrzy deszczyk.

Tak myślę i myślę sobie, że nie mam serca dla niej.. Ech.. Im dłużej jestem w domu z nią tym bardziej nie mam motywacji do życia.. Bycia i szukania sensu życia. Zabrnelam w zaułek, w którym jest ciemno i nie wiem jak mam się wydostać. Jedyne co mi pomaga to uświadamianie sobie, że gdzieś tam w głowie u podnurza dzieciństwa zostały mi blokady, z którymi nadal walczę i próbuje je przezwyciężyć. Cóż... Walka nadal trwa..
 

 
Cóż życie toczy się dalej a ja nadal utknelam w martwym punkcie swojego życia. Nie wiem czy zawsze tam u góry stwora daje mi taką szkole życia.. Czasem zastanawiam się czy na tym moim szarym, ciemnym niebie pojawi się jeszcze gdzieś słońce.
Myślałam, że jestem twarda? - cóż to znaczy dla dzieciaka, który wychowywał się w patologiczne rodzinie. Co znaczy rodzina? - dla mnie skoro życiowe urazy z dzieciństwa nie ustaly skoro nadal tzw. pepowina nie została odcięta i nadal mieszkać z matką, która przysporza mi tyle cierpienia.
Bilans jest taki, że moje dziecko nie dość że jest bez ojca to na dodatek wychowuje się w domu bez uczuć. Nie płacze płaczemy, nie przytulamy się nic.. Brak jest jakiś emocji mierzy nami. Synu sam na szczęście prosi o przytulnie, cóż coś nam tam wychodzi, uczymy się poznawać na nowo swoje uczucia.
Czasem mam tak ochotę wyjść, Trzasnac drzwiami i nigdy nie wrócić. Nie wiem z jakiego powodu wróciła do mnie ta moja bezbronne dziewczynka, z której się wszyscy śmiali - zdawało mi się, że ukrywam ja w sobie głęboko. Czegóż najbardziej się obawiam w szkole jak mój syn zawita od września w zerowce, że dzieci eda mu dokuczac, śmiać się, ponizac. Próbuję mu tłumaczyć, uważaj bo dzieci będą się śmiać z twojego zachowania. Lecz czy robię dobrze? - kurde najbardziej boję się tego, że nie będzie chciał ze mną rozmawiać i tak jak ja będzie tam sił w sobie te złe emocje..

Brrr... Znów zatrzymuje się i sama do siebie mowie: ogarnij się dziewczyno, nie podchodz do wszystkiego tak emocjonalnie bo to tylko ciebie obciąża. Kuźwa jak nie robić czegoś co mnie gryzie od środka. Mało tego ja nie potrafię nabrać dystansu do życia,zyc z dnia na dzień, cieszyć się dniem. Zastanawiam się już czy w kilka lat mój syn nie wpadnie w źle towarzystwo, czy będzie chciał się uczyć, czy uda nam się spełnić chodź jedno ze marzeń o samotnym zamieszkaniu bez matki mojej.. Ech...
Najgorzej boli mnie fakt, że moja pensja nie starcza nam na podstawowe potrzeby a co będzie teraz jak maluch pójdzie do szkoły jak zaczna się z nią wtedy problemy.
 

 
kolejny miesiąc za mną, czy dobry?! Sama nie wiem jak mam go odbierać. Fizycznie wypoczęta, jestem tuż po urlopie. Lecz psychicznie totalny dół.. Znowu otępiała i przygaszona przez matkę, cóż z tego że czasem jest dobrze jak i tak potrafi wbić ćwieka pomiędzy dobrze ułożone deski.
Ostatnio ktoś zadał mi pytanie: Czy tam gdzie się teraz znajdujesz coś co Cię trzyma w tym miejscu?! Krótka odpowiedź "NIE" - chwila zastanowienia i wiem, że gdybym mogła i miała jaką kol-wiek możliwość nie zastanawiałabym się długo i zaczęła życie na nowo, w innym mieście. Od wszystkich tych problemów i wspomnień. ech...
Nadal nie mogę pozbierać się ze zmianą pracy brakuje mi stabilizacji, cóż z tego iż ją mam jak w ogóle nie przynosi zadowalających efektów. Plus w tym wszystkim jest tylko taki, że mój syn ma więcej mamy w domu.

Jak odciąć się od czegoś co ogranicza jak to tzw "COŚ" - ma większą przewagę. Najbardziej boli to, że moja matka kiedyś miała pomoc w swoich rodzicach i życie słało jej się po lekkiej ścieżce, ślizgała się jak mogła. Nie dostrzega faktu, że część jej życia się zmieniła, a ja z wypłaty swojej powinnam zainwestować w siebie i swoje dziecko, a nie w bezrobotną matkę. Co w tym jest najgorsze?, że bardzo lubi się śmigać od odpowiedzialności i nie widzi, że pomóc powinna.
Pomimo swojego wieku jest Pani bardzo dojrzała na swój wiek - mówi psycholog, lecz czym jest ta dojrzałość skoro nie mogę mieszkać osobno od mojej matki. Zwiększenie tabletek od psychiatry spowodowało, że zaczęłam odczuwać rozpacz - chodź pomimo cisnących się łez nie płaczę. Lecz robię jakieś postępy bo takich uczuć nie miałam od dwóch i pół roku.

....
  • awatar Poznaje życie: Nie bierz tego świństwa. To tylko Cię niszczy. Lepiej umów się na wizytę z psychologiem, on bardziej Ci pomoże. Uwierz mi. To pomaga. Rozmowa jest najlepszym lekiem na to wszystko .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwsza w moim życiu Wigilia, z której się cieszyłam. Pomimo naszej magicznej trójki i 12tu potraw. Zaliczamy święta za udane. Dużo pod choinka prezentów, bardzo zadowolony. Szczęśliwe dziecko, to zadowolona mama..
Zmiana pracy powiodła się chodź moja waleczny postawa nie daje za wygraną, nie pozwalam sobie wchodzić na głowę pani X, chodź bardzo próbuje mi uprzykrzyc mi życie, nie wydaje się nią w dyskusję. Lecz tak mnie swoim zachowaniem dojeżdża, że poszłam i powiedziałam iż nie będę z nią pracowała niech mnie przeniesie. Niestety walka o mniej stresu jest dla mnie bardzo ważna. Czekają nas jakieś zmiany więc zobaczymy, jak nic się nie poprawi to ponownie moja rozmowę.

Zrozumiałam, że dopóki nie zmienia się swojego nastawienia do życia, nie zmieni się nic.. Od kiedy naprawdę zaczęłam uśmiechać się do niego, ono odwzajemnia się tym samym..

 

 
Gdyby ktoś mi przed rokiem powiedział, że zajde Tak daleko, nie uwierzyła bym. Czym jest dla nas czas, biur wydarzeń, które sami na siebie nakładamy. Dostrzegłam, że życie nie jest pogonią za "czymś" ważnym. To miejsce, ludzie będący tu i teraz. Czasem potrzeba zatrzymać się na chwilę i zrozumieć, że dziś jest najważniejsze. Zamknęłam przeszłość, wybaczylam wszystkim. Przyszłość jest niezbadana i dlatego wysyłam się negatywnych myśli i dzisiejszego dnia już wiem: ze gdzieś tam w oddali świeci słońce, a ja do niego pójdę za.wszelka cenę... oraz nie żałuję tego co było, i nie boję się tego będzie.. dorosłym? Może i faktycznie. To my wybieramysobie rodziców, aby doświadczenia nauczyły nas jak żyć..
 

 
w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Bynajmniej mam taka cichą nadzieje.. rodzina na utzrymaniu, od dwoch tygodni bezrobotna, poszukująca pracy.

Gdzie odrodzenie (..) jak znow po poltorej roku zamienilam sie w popiół.. najgorsze jest to, ze znowu nie widze siebie dalej.. dziwne poczucie beznadziejnosci mnie dopadlo.. boli mnie to wszystko.. nic od jakiegos czasu sie nie uklada, wszystko czego dotkne to zamienia sie w pyl..

hmmm... zastanawiam sie coraz czesciej czy kiedys cos mi sie przytrafi w zyciu dobrego?.. mam po raz kolejny dosc wszystkiego..
 

 
Buuu.. jak mnie dawno tutaj nie było. Życie mi się trochę poukładało, zmiana pracy. Czy na lepsze nie wiem bo jest wiele aspektów złych, zobaczymy.

Ostatnio byłam od 6lat pierwszy raz na spotkaniu ze znajomymi. Po prostu przypomniało nam się co to znaczy oderwać się od szarej rzeczywistości. Rewelacyjny wypad.

Z mamą jak na razie spokój. Bez oznak złych nawyków. Lęk przed przestrzenią publiczną mi minął, powoli się rozkręcam. Sprawy rodzinne i tu jest haczyk dalej się nie zmieniły.

Ostatnio nawet powoli zabieram się do pójścia do kościoła. W czasie trwania małżeństwa wycofałam się i do tej pory nie przełamałam się.
 

 
Masz szansę, nie masz szansy, już się polubiłam polubiłam. Co prawda dostałam informacje o takiej możliwości, nakręcili się i obawiam się porażki. Ech nie lubię żyć w niepewności, ten stres mnie odbije.

Z pracy jestem zadowolona chodź mamy małe zarzuty i nieporozumienia. Uwielbiam tych ludzi, chodź muszę się trochę ogarnąć bo stres mi w niczym nie pomaga.

W domu się bardzo uspokoiło jestem mniej zestresowana i lepiej dowiaduje się z synkiem. Maluch jest na etapie miłości i przytulania. Więc muszę mu jej przekazać za oboje rodziców, chodź jest to trudne. Jedyne niepokojące zachowanie jest u babki, brak jakiej kolwiek poprawy, krzyk, agresja i huk. Czasem aż mi przykro lecz cóż ja mogę, skoro i tak ona siedzi z nim najwięcej i później mówi, że to ja jestem ta zła. Co mi się jeszcze nie podoba u niej, to iż coś się zapyta, albo nie słyszy i sama sobie odpowiada oczywiście to co sama chce.

Dziękuję Ci Boże za moje życie i wiele chwil radośći jakie sprawiła mi w przeciągu kilku dni. :-*..
 

 
Gdzieś za góra, gdzieś za rzeka w małym domku nie daleko. Mieszka sobie panieneczka, razem z synkiem i mateczka. Cóż ma robić biedaczyna gdy od pracy dzień zaczyna. Tam spojrzy, wszystko dojrzy, mało rzeczy niespostrzeze gdy tu nagle dzień za krótki. Biegusiem do domu aby utulic syneczka, nagle patrzy u mateczki za oknem noc zapada i już łóżko spać zaprasza. Panieneczka już się kładzie.
Gdzieś Ty czasie się podziewa?, skoro nie ma Cię za wczasu aby móc monotonnosc zmienić w urozmaicony życiem dzień. ;-)...

Hmmm... czas to zabójca. Wszędzie szybko, nic powoli. Nie ma czasu na zabawę tylko ułożony plan i finish.
Cóż zrobić mam że sobą, poznać kogoś tylko gdzie, skoro plan wyryty mam praca-dom, dom-praca. :-P..
 

 
Najgorsze jest to, że nikt w około Ciebie nie zapyta jak się czujesz. Ty zawsze musisz wiedzieć wszytko, wszyscy powiedzą, poinformuja lecz nikt nie żąda sobie trudu na pytanie do Ciebie. Ech... znów czuje dziwny niepokój w sobie, nie wiem czy to jakieś przesilenie wiosenne czy coś. Dzień upływa mi w miarę, ale jak pprzychodzi wieczór, kładę się szybko spać aby już się skończył.
 

 
Znow to samo, zaczyna wprowadzac w zycie szantaz emocjonalny. Czy ja sie mu daje?, sama nie wiem. Wydaje mi sie, ze nie koniecznie. Uprzykszam jej zycie, tak twierdzi i caly czas powtarza o smierci, ze nie ma odwagii. Zastanawiam sie caly czas czy jednak nie bylo by mi lepiej sie wyniesc od niej i jej chorych filmow. Lecz wiem, ze zostajac sama moge sobie nie poradzic z synem i zyciem. Najgorsze jest to, ze znikat bym nie miala pomocy.
Ech... Nie uda jej sie mnie zdominowac, a jak bedzie dalej probowac to naprawde, zle na tym wyjdzie.
 

 
Wiedziałam, że będzie źle. Wczoraj w pracy było świetnie, wyluzowalam się i dużo się śmiałam. Wiadomo gdzie jest radośnie to później bedsię smutnie.
Wparowala do mnie dzisiaj moja matka i na wstępie mówi mi, że mam mojego syna oddać do opieki bo przeszkadza itD. Co za krowa, jednak ja jej nigdy nie powiem o wybaczeniu. Niech sama się odda dodużo opieki i da żyć, a nie mówi mi jak mam żyć. Jesteśmy teoretycznie same, możemy liczyć tylko na siebie, a ona wiecznie robi pod górkę. Na dodatek ja nie mam co jeść, a ona pożyczył sobie na alkohol bo bez niego nie może żyć. Fakt nie mam łatwo bo pracuje, robię wszystko aby było nam lepiej nawet awans abyśmy więcej mieli na zycie. Co ona robi?, wyzywa i poniża mnie przy synu. Jak wychodzę do pracy stwierdza, że robię to za karę. Mój maluch przelatuje i mówi, że babcia już nie krzyczy i mam nie iść do pracy. Nie robię nic w domu?, haha dobre sobie. Niech spojrzy jak ona sprząta. Zajmuje się maluchem?, jasne bo siedzi w domu i nie pracuje, nie pobiera żadnych państwowych zasiłków. Jedyne co pobiera to zasiłek z mopsu, za niego pije, nie wymagam aby mi to oddała niech sobie to ma, ale niech nie rzuca mi oskarżeń bo smama nie jest lepsza. Pouczal Marcin Marcina.. (..).
Wrrr... szkoda, że nie mam z znikąd wsparcia bo naprawdę z mIla chęcią bym smakowała nas i trzasnela drzwiami, wyszła i nie wróciła. Nienawiść jest zła, ale ona całe życie mnie dominowała, nie daje jej żyć?, sama podsyca ta zła energię. Jestem trudna osoba, bo życie zawsze pokazało mi, że o wszystko trzeba walczyć, niech się nie ddziwi, wszystkich nawyków nauczyłam sie w tym wspaniałym domu. Niech ma pretensje, ale też do siebie bo tak ma jak wychowała. Są zachowania, których nie wybacze, nigdy. Jeżeli naprawdę, dłużej będzie się tak zachowywać, spakuje się, wyjazdem i już mnie nigdy nie zobaczy. Koniec dobrej "M" ..
 

 
Znów mamy kryzys. Nie pozwolę jej się zgnoic, cierpi tylko na tym mój syn. Babcia taka kochana, że cztero latkowi wmawia, że mama to nie kocha itd... wrrr... jestem zła, po za tym daje jej pieniądze na dom, nie ddużo ale tyle co oni jedzą z moim synkiem to im wystarcza tzw.. "tygodniowki" hehe... co ona zrobiła?, odlozyla sobie i pije, nie dam się jej sterroryzowac, Noe wygra ze mną. Po za tym chciała bym ja sobie narobila długów aby mogła dalej pić alkohol. Skończyły się te czasy kiedy ja byłam potulna. Kiedy ja już naprawdę myślę o tym by mieszkać z nią do końca, to ona wbija mi nóż w plecy. Nie wiem kiedy odetne pepowine, chodź wiem, że będę musiała to zrobić.

Z tych lepszych rzeczy to mam szansę na awans, nie dużo więcej zarobione, większa odpowiedzialność, ale wierzę,, że będę spełniona. Już jej i to nie podoba, podejrzewam że to zazdrość jest po prostu.
Boli mnie, że nie mam normalnej matki, tak próbuje mnie sklucic z babcia bo już coś jej nie idzie. Najgorsze jest ta obawa, że mój syn będzie źle traktowany. Nie wiem co ona wbija mu do głowy jak mnie nie ma. Ech... Life is brutal..
 

 
Buuu... jej to nigdy nie dochodzę. Miałam kilka dni pod rząd wolne, źle - bo za długo. Chodzę sześć dni pod rząd do pracy, źle bo i to za długo. Siedzę z nią w pokoju i tutaj źle bo nie rozmawiam z nią. Zabieram się do pokoju obok, źle bo siedzi sama. Wrrr... powiedziałam, że żyjemy w wspólnocie i musimy się dogadać. Nie wiem co mam robić, już kombinuje co by tu zrobić, aby samej do pck nie jechać tylko mnie wysłać. Żałosne, nie wiem co mam począć.. naprawdę zastanawiam się czasem nad polepszeniem naszego bytu, ale później znów wbija mi kółek w plecy. Jak ja mam jej wybaczyć skoro nadal robi pod górkę. Jutro też idę na dłużej i bunt, żałuję bardzo że ona nie jest jak wszystkie inne babcie i z chęcią podchodzą do wnuków. Nie wiem co by musiało się zdarzyć, aby ona zmadrzala. Najlepsze jest to, że liczy i wypomina mi moje ciężko zarobione pieniądze. Nie dojde do ładu jak się nie ogarnie.
A
Dobrze wie, że marzę o awansie w pracy. Nie ważne, że dużą odpowiedzialność, ale chciałabym spróbować. Nigdzie nie jest lekko, lecz ja wiem, że sobie poradzę.

Pierwszy raz od kilku miesięcy miałam sen, taki miły bo snilam o pocałunku z mężczyzna. Sen taki realistyczny, pech chciał, że dziecko mnie obudziło. Dobre i to w takim długim celibacie. Ech... Nie śnie bo sny mam prorocze. Po jakimś czasie mam dezavi i taka sama sytuacja w rzeczywistości. Czy to dobrze?! Niekoniecznie bo czasem wolałabym uciec od rzeczywistości i pomarzyć w nocnym śnie.
  • awatar Myszka_głuptasek: Po rozwodzie dopiero terazteraz odbudowalam poczucie wlasnej wartości. Po za tym jestem długo dystsnsowcem w zwiazkach i nieja polecialam na sex z przelotnym mężczyzna
  • awatar Gość: Dlaczego jesteś sama?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wrrr.. Mamy znów problem z moja matka. Nie mamy yemato do rozmowy, to akurat wiadome. Na dodatek siedzimy obok siebie milczac, ostatnio nawet nie siedzimy w jednym pokoju tylko dwóch różnych. Tylko słyszę od niej słowa "jak ja bym chciała się już nie obudzić", "coraz gorzej się znie Tobą mieszka".. miło jest coś takiego usłyszeć od matki. Cóż? Czuje się winna?, nie koniecznie, mam znów depresję już przesilenia wiosennego chyba.xD.. żartuje, ostatnio mnie tak znów naszly refleksje w sprawie rodziny, w sszczególności braku ojca. Najgorsze, że schemat się powtarza i moje dziecko również jest bez ojca, ale już na stałe. Boli mnie to bardzo, że tamten się z nim nie kontaktuje.
Na dodatek ogarniam się aby znalezdz jakiegoś mężczyznę sobie bo samej już tak licho jest. Z drugiej strony już powoli znów słyszę, mój dyżur za długo trwa. Wrrr... zła jestem bo jesteśmy tylko we dwie, myślę pozytywnie staram się ogarniam aby jednak z nią mieszkać pomimo naszych złych chwil, a ona później mi wyskakuje z takimi tekstami. Masakra. Wiem to jest efekt bojenia się zostania samej, lecz powinna też trochę mnie zrozumieć. Brak zrozumienia, niestety brak wszystkiego.
Niestety nadal jej nie powiedziałam o tym, że jej wybaczam. Bo za każdym razem jak coś idzie dobrze, nagle się wszystko pieprzy. Nie mogę wymusić z siebie łez, mam nadal z tym problem. Każdy ból noszę w sobie, nie potrafię bo uwidocznic. Nadal boję się zaufać, z problemami muszę radzić sobie sama. Nikt mnie nie przytulić, nie powie że będzie dobrze. W pracy wolę się nie przyjaznic bo nie wierzę im. Zapisałam się na portal randkowy i nadal klapa. Ech... Nie wiem dlaczego życie zawsze potrafi dokopać. :-\..
 

 
Brawo !! Mamy jeden zero dla gry. Gra jest życie, jak na razie idzie w porządku. Ogarnelam się po ostatniej depresji i teraz patrzę w przyszłość pozytywnie.
 

 
Przyjdzie kiedyś taki dzień, że znajdzie się mężczyzna bez poszukiwań. Gdzie?! Nie wiem, ale może zacznę wychodzić na miasto. Z kim?! Samotny biały żagiel, niestety. Wierzę w szczęście nieosiągalne, że gdzieś tam jest.

Nie zastąpie synkowi ojca, ale miłość mamusi mu wystarczyć. Kiedyś wierzę, że oboje będziemy szczęśliwi.
 

 
Jednak nic nie może być szczęśliwie.. Dzisiaj moje dziecko przed snem usiadlo i stwierdziło, że mu brakuje taty. Wszystko robi mama, a z tata nic. Wyszłam z domu i się rozplakalam, jednak w pewnym sensie brakuje mu drugiego rodzica. Smutno mi z tego powodu, a na dodatek moja matka cały czas powtarza że szukam maluchowi tatusia. On jednak więcej przeżywa niż sobie myślimy. Bolą te jego słowa, uczucia to smutek, bezradność, żal, złość. Czuje się z tym okropnie.

Chyba desperacko poszukuję zainteresowania bo wyobrażam sobie Bóg jeden wie co i z kimś nieosiągalnym. Ech... cóż muszę przestać myśleć o pewnych rzeczach bo w końcu doprowadzi mnie to do obłędu.
 

 
Buuu... życie... ogarniamy się, głowa w górę, pierś wysoko, brzuch wciagniety i jedziemy z tym koksem. Nowy rok, nowe życie, nowe możliwości i nowe plany. Pierwszy raz w życiu mam cel, doplacenie zobowiązań do końca w ratach, później albo kupno samochodu, albo zamiana mieszkania na większe. Się gra, się ma. Walczymy o siebie, swoje marzenia i swoją rodzinę. Czy potrzebuje miłości?! Haha... wydaje mi się, że już z tego wyroslam lecz taki mały relaks w łóżku wskazany. Żadnych poważnych związków, o nie nie...
Myślę pozytywnie, zobaczymy jak to dalej pójdzie.

Praca bez motywacji. Robi się w naszej rodzinie firmowej coraz gorzej. Brak sprzedaży to brak premii, haha dobre sobie. Trzyma mnie jedynie to, że moje dziecko jest małe i mam trochę więcej czasu dla niego. Podejrzewam, że jak nie zmienię teraz pracy to i tak zrobię to w późniejszym terminie. Pożyjemy, zobaczymy.

Na razie jestem do życia nastawiona pozytywnie, oby tak dalej. Cóż 25 lat beznadziejnosci to ciut za długo. Motywacja jest, więc aby tak trzymać dalej.
 

 
Jak ten czas mi upływa w samotności. Pierwszy raz w moim życiu bawiłam się tak świetnie. Byłam na firmowej imprezie nie pijaca pokazała jak, można bawić się bez alkoholu ;-), brawo ja. Wytanczylam się na maksa, z miła chęcią bym to powtorzyla, za rok niestety.
Zmieniłam się o 180 stopni, lecz nadal brak mi mężczyzny ale nie jako partnera życiowego, ale takiego luznego do łóżka, pogadania, spędzenia miło czasu. Cóż trzeba mieć oczy szeroko otwarte, chodź mam w koło siebie takiego jednego gościa o którym sobie fantazję, lecz nie mam odwagi mu czegoś zaproponować, echh... mam nadzieję, że samo nadejdzie. Wrrr... zapalenie płuc nadal się ciągnie za moim synem, jutro decydujące badanie usg prawego płuca aby wiedzieć czy się wszystko wchlonelo.
Pierwsze święta bez mężczyzn, minęły fajnie chodź, miałam to poczucie pustki. Nie mogę płakać, te uczucia mam w sobie zablokowane, pomimo przejścia przez piekło i porzucenia nadal coś mnie blokuje.
Planowałam w święta powiedzieć matce mojej ze jej wybaczam, lecz nie jestem na takie ssłowa gotowa, pomimo że daje jej znaki i nie wspominam przeszłości nadal mam do niej uraz. Próbuje wybaczyć w sobie jej, lecz to jest bardzo trudne. Za dużo krzywd, za mało rad. Kocham ja, lecz to za mało na inne rzeczy. Cóż czas pokaże jak to dalej będzie.
  • awatar Graviora: Znajdź sobie kobietę. Jest fajniej. I w łóżku i w rozmowie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wigilia, najgorszy dzień w moim zbyciu. Nie mam dobrych wspomnień z tymi dniami. Rodzina była i jej jednocześnie nie było. Moje dziecko dzisiaj pytali czy przyjedzie do niego tata, ech... serce się kraja normalnie. W te święta jesteśmy sami w trójkę. Nikt nas nie zaprosił, nikt nas nie odwiedzi. Smutno jest...
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych